Ultra wielki format 50×50 [cm] cz. II

•18 lutego 2020 • Dodaj komentarz

Niedawno pisałem o tym, że robię aparat 50×50 cm. Zacząłem od projektowania w 3D. Teraz przyszedł czas na pokazanie całości po wykonaniu. Złożenie wszystkiego zajęło sporo czasu. Myślę jednak że warto było.

 

sm_DSC06185

sm_DSC06308

sm_DSC06192

Zdjęcia: Ł. Majewski

Ultra wielki format 50×50 [cm] cz. I

•8 grudnia 2019 • 1 komentarz

Wpadłem na pomysł, żeby zbudować kamerę na płyty w rozmiarze 50×50 cm. Tak wielkiej kamery jeszcze nie budowałem. Największym wyzwaniem był wymóg składanej podstawy. W założeniu miała mieć 60 cm oraz 150cm w stanie rozłożonym. Dość długo wymyślałem kinematykę składania ramy, próbując zmieścić listwy i koła zębate w małej przestrzeni, a całość zrobić na tyle sztywną, żeby przy rozłożeniu do maksymalnego rozmiaru nie trzęsła się jak osika bez wiatru i z uwagi na ciężar własny nie połamała się. Konstrukcja miała więc być sztywna, wytrzymała i ruchoma. 🙂

Podstawa złożona (minimum)

Podstawa rozłożona (maximum)

Potem przyszedł czas na zaprojektowanie standardów, przedniego z możliwością tilt/rise/fall/shift/swing. Tutaj też z pomocą przyszło oprogramowanie CAD 3D. Powstały modele 3D, rysunki wykonawcze i złożeniowe, na podstawie których powstał cały kompletny przód aparatu.

Przedni standard bez obiektywu w widoku z przodu

To samo było z tylnym standardem. Zaprojektowałem go z możliwością tilt/swing i własnym systemem zatrzasku ramy matówki i kaset.

Tylny standard ze zdejmowanym zespołem matówki w widoku izometrycznym 

Przedni standard posiada możliwości przesunięcia płyty z obiektywem w górę i w boki. Przesunięcia około 60mm. Niemniej większe przesunięcia umożliwia sama konstrukcja wózków standardów. Pochylając przedni i tylny standard do przodu (tilt) i ramę główną to tyłu o ten sam kąt, możemy uzyskać przesunięcie rise/fall, które jest ograniczane tylko miechem i wielkością koła obrazowego. To samo z przesunięciem w bok (shift).

Kaseta była nie mniejszym wyzwaniem. Zrobiłem 2 kasety jedną na płyty 50x50cm, a drugą na płyty 40x50cm i 50x40cm czyli ze zmiennością orientacji płyty wewnątrz samej kasety, z uwagi na niemożność zmieniania położenia tylnego standardu w osi obiektywu. Wówczas zmieniłem też projekt samej matówki, by linie jej podziału odpowiadały formatowi 40×50 cm i 50x40cm. Teraz wiedząc jak jest zorientowana płyta w kasecie można będzie dobrze skadrować obraz na mojej matówce, bez niespodzianek, ze coś się nie załapało, albo że za dużo weszło w kadr. Może przy następnym projekcie zrobię możliwość obracania kaset. Ale czas pokaże.

Kaseta na płyty z wysuwanymi szybrami w widoku izometrycznym

Całość została złożona, zmontowana, zaopatrzona w odpowiednie okucia i listwy z anodowanego na czarno aluminium. Napędy z kół ręcznych napędzają wszystko za pomocą kół i listew zębatych.

W następnej części pokażę już finalnie złożony i działający aparat. Stay tuned.

 

 

Obiektyw typu Petzval i romans z Bronica S2A i SQAi

•8 czerwca 2019 • 2 Komentarze

Dawno nie pisałem nic na blogu, ale to z uwagi na inne życiowe wyzwania. Kupiłem swego czasu z apratem obiektyw Petzval, który był obiektywem projekcyjnym, z zawsze w pełni otwarty (brak slotu na waterhouse stops). Obiektyw dał się zamontować bez przerabiania do aparatu Bronica S2A.  Pasował gwintem do helicoida.

Szkiełko pięknie swirlowało na formacie 6×6.

Powstał pomysł, by podpiąć je do Bronica SQAi. Widzę już wrzask sceptyków, którzy mówią, że przecież obiektyw do SQAi ma mieć migawkę bo inaczej pupa niemowlaka. Owszem obiektyw rzeczony mgawki nie posiada, ale od czego są inne sprzęty pomagające naświetlać. Szary filtr, który wydłuży czas naświetlania do wartości możliwej do osiągnięcia dekielkiem, albo migawkę przedobiektywową Thornton Pickard 🙂

Zaczęło się od zaprojektowania tulei pośredniej.

I jej wytoczenia. Dodatkowo wygrzebałem z szafy stary, ocalały bagnet od szkła Zenzanon PS40/4, który odszedł do doliny śmierci po pewnym idiotycznym wydarzeniu.

Wszystko połączyłem w całość za pomocą magicznych śrubek i oto ukazał się moim oczom wspaniały mosiężny petzval, który podpięty do SQAi jest w dechę hipsterski 😉

Ma nawet piękną czerwoną kropkę jako znacznik zakładania do bagnetu aparatu.

 

Podpięty do pięknego aparatu wygląda nawet nowocześnie 😉

 

Zapraszam do kontaktu, jeśli ktooś chce coś podpiąć do aparatu a nie wie jak 😉

Oprawa Ambrotypów – Mokrego Kolodionu

•5 listopada 2017 • 4 Komentarze

Często ludzie, którym robię zdjęcia pytają mnie jak oprawić takie szkiełko, żeby ładnie sie prezenowało. Opowiadam im wówczas o historycznych ramko szkatułkach, by wiedzieli, że kiedyś nawet zwyczajna ramka na zdjęcia była swego rodzaju dziełem sztuki. Nie to co dzisiejsze antyramy. Ramko szkatułki to takie pudełeczka książkowe z wytłoczonym na okładce wzorem, w środku zaś powleczone aksamitem lub innym fajnym materiałem. Zdjęcie w tej szkatułce zazwyczaj było umiesczone za mosiężną ranką z blaszki z wytłoczeniami. Oczywiście, w zależności od okresuu wykonania, wzornictwo było różne. Z resztą po wzornictwie tych mosiężnych ozdób można w przybliżeniu datować zdjęcia schowane w takiej szkatułce. Owe opakowanie miało kilka warstw. Do szkatułki na dno wkładano czarny papier, lub czarny aksamit lub jedwab (by z negatywu kolodionowego wydobyć pozytyw). Potem wkładano szklane zdjęcie emulsją do góry, czyli w stronę patrzącego, po czym kładziono ozdobną ramkę mosiężną z róznymi ornamentami. Na ramkę nakładno ochronne szkło i brzegi całości „owijano”  w mosiężną ramkę – klamrę. Tak przygotowane zdjęcia w ramko-szkatułkach albo noszono przy sobie, jeśli były to zdjęcia w mniejszych formatach, lub stawiano np na kominkach czy komodach.

Dziś ludzie niekoniecznie chcą zapłacić za taką oprawę swojej fotografii, dlatego też opiszę tu sposób, który stosuję na swoje oprawy wystawowe. Polecam ten sposób oprawy również moim modelom i modelkom. Nie ma to jak ładnie oprawione zdjęcie na ścianie.

Musimy mieć ramę z surowego drewna, można je kupić na allegro. Rozmiar ramy proponuje by był proporcjonalnie większy od zdjęcia. Np. dla zdjęć 30x25cm dobieram ramy o rozmiarach wewnętrznych rzędu 40x35cm, po to by zostało miejsce na „oddychanie” zdjęcia w rzeczonej ramie. Do takiej ramy docinam ze sklejki plecy i montuję w ramę. Całość maluję na kolor czarny niepełny, tzn taki spod ktrego wystają słoje drewna. Potem kładę w środek szklaną płytą i ustawiam idealnie w środku, tak by z każdej strony oddech był taki sam. Zaznaczam w narożnikach miejsca na wywiercenie otworów montażowych. Wiercę otwory adekwatne do wcześniej zakupionych śrub mosiężnych z nakrętkami. M4 w zupełności wystarczą. Kładę płytę, wkręcam sruby tak, by ich łby blokowały szkła przed wypadnięciem z ramy. Dokręcam od tyłu nakrętki i cieszę się z udanie oprawionego zdjęcia.

17097990_1419638608086914_6075121170653172827_o

A tak wyglądają na wystawie 🙂

17884496_1623602821001333_3319542797387998557_n

 

Warsztaty „Mokry Kolodion” w ZPAF w Warszawie

•24 października 2017 • Dodaj komentarz

Długa przerwa panowała ostatnio na blogu. Takie życie, jak mawiają najstarsi górale z Pomorza. Dużo zmian na lepsze, żadnej na gorsze, więc chyba jestem usprawiedliwiony.

Jakiś czas temu prowadziem dla Studium Fotografii ZPAF w Warszawie warsztaty z procesu Mokrej Płyty Kolodionowej. Warsztaty jedodniowe, mające na celu ukazanie osobom zainteresowanym procesem, na czym on polega, jak się go wykonuje, co można dalej z takim szkiełkiem wyjętym z aparatu zrobić. Całość zrobiliśmy w ZPAF w Warszawie na pl. Zamkowym, gdzie jest dobrze wyposażona ciemnia. Na tarasie za budynkiem zorganizowaliśmy na prędce atelier ze światłem dziennym, by jak najlepiej oddać klimat ówczesnej XIX wiecznej fotografii.

Zacząłem od przedstawienia się po czym od razu rozpoczęliśmy szybki rys historyczny procesu, a zaraz potem opowiedziałem o jego etapach, potrzebnych odczynnikach, pułapkach, wadach i zaletach. Uwielbiam patrzeć na słuchaczy, którzy z niedowierzaniem słuchają, że można zrobić zdjęcie na szkle i to w tak banalnie prosty sposób jakim jest mokra płyta kolodionowa.

Przystąpiliśmy do pierwszych zdjęć. Oczywiście na początku, jak zawsze, zrobiłem zdjęcie pokazowe, a potem z każdym kursantem przeszedłem pełny proces zdjęciowy od oblania kolodionem do utrwalenia obrazu.

Ryj mój kaprawy na szkle pokazany 😉

Później każdy z obecnych coraz mniej potrzebował mojej pomocy, a ja mogłem skupić się nad wymyśleniem niespodzianki dla uczestników warsztatów. Ponieważ zdjęcia robiliśmy na szkle bezbarwnym, postanowiłem, że po zrobiebieniu przez wszystkich ujęć i ich wysuszeniu, wykonamy odbitki na papierze barytowym. Nie była to wprawdzie albumina, ale chciałem pokazać, że można bez więksych ceregieli zrobić odbitkę stykową nawet na normalnym, współczesnym papierze fotogrficznym.

stykówki z negatywów 5×7 cala,

 

Ogromne podziękowania za możliwoość przeprowadzenia tych warsztatów przesyłam Pani Jolancie Rycerskiej, prezes ZPAF, oraz Mateuszowi Skoniecznemu, Łukaszowi Gietce i Gregowi Ostrowskiemu.

Przeszłości szepty niezwykłe w zamojskiej Galerii Ratusz

•16 kwietnia 2017 • Dodaj komentarz

Projekt „Przeszłości Szepty Niezwykłe” jest próbą odtworzenia XIX wiecznych obrazów i plenerów miast, majątków ziemskich, pałaców wraz z ich mieszkańcami i gośćmi. Nasi bohaterowie zostają dzięki technice zdejmowania obrazu z natury metodą mokrego kolodium (z 1851 roku) oraz dzięki stylizowanym strojom i rekwizytom przeniesieni do XIX stulecia. Dodatkowo, każda zdjęcie z natury na szklanej tafli opisane jest mniej lub bardziej wyimaginowaną historią, która dopełnia treść obrazu i jednocześnie jest wyobrażeniem autora „kogo takie zdjęcia z natury mogłyby w przeszłości przedstawiać”.

O wystawie, zorganizowanej przez Zamojskie Towarzystwo Fotograficzne, rozmawialiśmy dość długo. Zaczęło się wszystko od pokazania kilku płyt w czasie jednego ze spotkań ZTF jeszcze w 2014 roku i warsztatów jakie zrobiłem z techniki Mokrego Kolodionu członkom towarzystwa. Wtedy powstał pomysł pokazania prac z projektu szerszej widowni, ale nie było jeszce odpowiednio dużo materiału, potem nie było czasu żeby to wszystko spiąć w jedną całość. W końcu się udało zgrać czasoprzestrzenie i zsynchronizować zegarki atomowe, czego efektem było ustalenie czasu i miejsca 🙂

Do wystawy wybrałem 16 zdjęć, które oprawiłem w piękne sosnowe, malowane ciekawą farbą ramy. Pierwotnie oprawy miały być czarne hebanowe, jednakże, po pomalowaniu ich rzeczoną „hebanową” farbą okazało się, że kolor ten to nawet w pobliżu hebanu nie leżał. I bardzo dobrze się stało, bo dzięki temu uzyskałem fakturę słojów sosny na czarnych ramach co zdecydowanie poprawiło mi humor, a po zobaczeniu finalnego efektu malowania próbnego pierwszej ramy, uznałem, że pierwszy pomysł był nietrafiony.

Przygotowania do wystawy zbiegły mi się z opóźnionym remontem w domu do było tragicznie w skutkach dla remontu :). Powoli, ale skutecznie, pomalowałem ramy i plecy ram wspomnianym, czarnym mazidłem, nawierciłem otwory pod mocowanie płyt, zmontowałem całość i rozpocząłem montowanie zdjęć.

Oprawione zdjęcia zawieźliśmy do Zamościa, gdzie w kilkadziesiąt minut powiesiliśmy je w galerii i czekaliśmy w kawiarni, rozprawiając o stanie teraźniejszej fotografi, na rozpoczęcie wernisażu.

A wernisaż, jak to wernisaż, dużo ludzi, dużo wina, dużo pytań i odpowiedzi. Ciekawie było bardzo. To bardzo budujące dla autora, gdy ludzie są naturalnie zainteresowani tym co robi, jak robi i skąd się wziął pomysł na tego typu projekt. Zazwyczaj pada pytanie, po tym jak goście przeczytają zakładkę „o mnie” w folderze wystawy, jak godzę bycie inżynierem mechanikiem z tego typu fotografią, twierdząc, że to niesamowite, połączyć w zainteresowaniach zero jedynkowy świat mechaniki z wielotonowym światem fotografii. Nie wiem jak mi się to udało, ale działa więc nie ruszam, by nie zepsuć 🙂

Ok, starczy gadania. Poniżej zdjęcia z wernisażu.

 

 

 

 

 

i na koniec ja. Cały na biało 😀

Dziękuję Zamojskiemu Towarzystwu Fotograficznemu za zorganizowanie wystawy i za wspaniałe przyjęcie mnie pod skrzydła Galerii. Mam nadzieję, że wkrótce znów sie spotkamy. 🙂 Zapraszam wszystkich do śledzenia fanpageu projektu „Przeszłości Szepty Niezwykłe” gdzie publikujemy nowe zdjęcia i nowe historie o naszych bohaterach.

Autorem zdjęć jest Wojciech Kapuściński z ZTF.

Kolorowane odbitki retro

•15 kwietnia 2017 • Dodaj komentarz

Minęło sporo czasu od ostatniego posta, ale sezon fotograficznie martwy. Zimno i mało światla na kolodiony, choć są ludzie, którzy to robią zimą, ale ja wolę grzać dupsko w ciemni przy powiększalniku. Jeszcze we wrześniu zrobiłem z RetroAtelier sesję foto warszawskiej grupie reko. Poza tym, że lekko zbyt optymistycznie przyjąłem czułość starych przedepokowych negatywów, to jeszcze je wywołałem w kontrastowym wywoływaczu. Efekt taki, że światła gęste jak smoła w zimie, a cienie słabe jak Janko Muzykant tuż przed zejściem z tego padołu. Oczywiście, udaje się uratować to i owo pod powiększalnikiem metodą splitgradingu, niemniej czas jaki trzeba na to poświęcić powoduje, że mi się średnio chce :). Ale po kolei te foty odbijam z negatywu 4×5 cala do obrazu na barycie Ilforda wielkości mniej więcej 10×12 cala. Potem, koloruję je metodą poznaną od pewnego sympatycznego fotografa z Warszawy. Nie powiem, czasochłonne to, ale histrycznie zgodne podobno. Podoba mi się ta nowa technika i chyba wraz z RetroAtelier pójdziemy tą drogą, bo kolodion już nudny, wszyscy go już robią, bo stał się popularny, a ja nie lubię robic tego, co reszta. Poza tym, umiem już zrobić emulsję i szklane negatywy, które nie wymagają tachania ze sobą ciemni, a efekt tonalny mają niemal identyczny co kolodion, z uwagi na właściwość halogenków, którymi pokrywam szkło przy negatywie. Z kolodionu też można odbić ładne zdjęcie i pokolorować, więc może będziemy hybrydy robić, a może same negatywy :]

Na koniec kilka próbek. Jestem z nich zadowolony, choć wciąż ulepszamy warsztat :]

sm_mg_9822-1

sm_mg_9972-1

sm_mg_9978

Zatem myślę, że teraz będzie więcej koloru w projekcie „Przeszłości Szepty Niezwykłe”. Nowy sezon za pasem, wiosna przyszła, czas uzbrajać atelier w tła, zasłony, blendy itp. Niedługo nowe, mam nadzieję, równie co ostatnio, ciekawe zdjęcia.

Stay tunned.