Zabawa z Voigtlanderem

•29 Sierpień 2016 • Dodaj komentarz

Dawno temu dostałem w prezencie złom aparatu 9×12 Voigtlandera. Bez obiektywu, ale za to z matówką i jedną kasetą na szklany negatyw, ale z wkładką na szitkę filmu. Mam od jakiegoś czasu, od kolegi z Wawki negatywy w rolce, które można dociąc na dowolny wymiar. Negatywy te mają jeszcze jeden ważny atut. Produkują krzywą charakterystyczną dla zdjęć z początków XX wieku, co w zespole z moim atelier przeszklonym z boku i góry miało w założeniu dać dobry, ciekawy obraz.

Zjawił się u mnie znajomy na sesję kolodionową, ale przy okazji zrobiliśmy 3 zdjęcia na tych negatywach. Założyłem że toto ma 3ISO. Błąd. Nie robiłem ponownych testów, ale po wywołaniu można powiedzieć, że negatyw ma na pewno czułość większą niż owe 3ISO. Sprawdzę to przy okazji. Fajnie by było, gdyby się okazało, że owe szaleństwo ma czułość rzędu 25ISO. Byłby czad. Ale pewnie się skończy w granicach 12ISO.

Do aparatu, przed sesją, założyłem obiektyw Rodenstock Trinar Anastigmat 13,5cm/f4,5. Matówka ciemna, ciężko złapać ostrość, a lupki do ostrzenia też nie bardzo się daje przyłożyć z uwagi na materiałową niezdejmowalną, składaną osłonę.

Negatyw po wywołaniu był kontrastowy – ale jak mówiłem, został źle naświetlony.

neg

Pozytyw:

poz

Podoba mi się. Chyba się przesiądę na te negatywy zamiast kolodionu😉

 

Lipiec 1866

•27 Lipiec 2016 • Dodaj komentarz

Jeszcze przed Bożym Narodzeniem 1865 roku, lubelski fotograf otrzymał list z zapytaniem, czy można przyjechać w letniej porze na zdjęcie kilku portretów z natury za pomocą światła, kolodium i kamery ciemnej. Odpisawszy zaproszeniem do wizyty w atelier, oczekiwał spokojnie przybycia panienki z dalekiej Silesii. Nastał parny i gorący lipiec, zupełnie zwyczajny jak się mogło wydawać, choć bliżej mu było do sierpnia. Koleją żelazną na dworzec w Lublinie owa panienka przybyła, by tam zostać osobiście przez fotografa powitana. Powozem zaprzęgniętym w białego konia, pojechali do atelier dziennego, gdzie przyszło im utrwalać obrazy. Atelier znajdowało się za domem, można było do niego wejść od frontu i przez ogród z tyłu. A ogród o tej porze roku przepięknie zapachem swój przepych okazywał.

Fotograf płytę pierwszą przygotował, płytę na której osiadłe, na światło podatne kryształy srebra pragnęły być wystawione na działanie odbicia panienki przepuszczonego przez szklane oko obiektywu Petzval’a. Już za chwilę, już za kilka chwil fotograf odsłoni zamkniętą w drewnianej kasecie szklaną taflę, by później, uprzedziwszy panienkę o konieczności pozostania w bezruchu, odkryć zasłonę obiektywu, przez kilka sekund na działanie odbicia panienki z Silesii wystawić srebrne kryształy, zawieszone w szaro kremowej mazi, przyklejonej z lekka i delikatnie do szklanej tafli. Obraz został zdjęty, aczkolwiek wciąż niewidzialny dla oka ludzkiego, wciąż schowany w zamkniętej, szczelnej od światła kasecie aparatu. Fotograf bardzo rzadko klientów swoich do ciemnicy zabiera, by pokazać kawałeczek swojego warsztatu. Tym razem postanowił zrobić wyjątek, sam nie wiedział dlaczego. Panienka uprzedzona została, że chemikalia wszelakie używane do zdejmowania obrazów z natury są albo bardzo w zapachu nieprzyjemne, albo trujące wielce i lepiej ich nie kosztować ani też nie dotykać, bo przykładem pierwszym z brzegu pokazując, taki saletran srebra zabarwić wszystko na czarno potrafi, a wywabić go trudno niezmiernie, a czasem i niemożliwie. Zniknęli więc w ciemnej pracowni, gdzie przy blasku świecy, fotograf wyjął z kasety kremową taflę szklaną i wziąwszy flaszeczkę z witrynolem żelazowym w sekretnej cieczy rozpuszczonym oblał płytę butelczyny zawartością, co niemal natychmiast spowodowało, że kremowa maź zamieniać się zaczęła i wyraz negatywu do tej pory utajony, zamknięty cicho w tafli, na świat rodzić się zaczął. Później cyjanek potasu zjadał niezmienione światłem partie obrazu, odkrywając zamknięty wewnątrz pozytywowy widok.

Gdy tylko werniks, wspaniale pachnący z domieszką olejku lawendowego, na obraz wylany został, a nadmiar tegoż spłynął powoli do fiolki, obraz ustawiony do wyschnięcia został.

sm_MG_9630

Retro Atelier – Rodzinne fotografie rodem z XIX wieku

•28 Maj 2016 • Dodaj komentarz

Razem z Retro Atelier, poza szerzeniem wiedzy o mokrym kolodionie, robimy to do czego powstało Atelier. Zdjęcia rodzinne, portretowe rodem z XIX wieku. Ostatnio przybyła do nas wspaniała rodzina z dość daleka. Otrzymałem telefon z pytaniem, czy można się umówić na zdjęcia. A owszem, że można, wszak po to jesteśmy. Umówiliśmy się na 14, w międzyczasie przygotowałem wszystko czyli, kolodion, szkła, aparat, atelier, chemię, stroje. Przyjechali w 4 osoby. Rozpoczęliśmy zabawę.

Było dużo zabawy, uśmiechów oraz niedowierzania że takie to magiczne, a zarazem nietrudne. W sumie bawiliśmy się około godzinki. Potem rodzinka pojechała na obiad, a ja zacząłem werniksować płyty. Po 2 godzinach głowa rodziny odebrał 3 piękne płyty, które będą oprawione i powieszone na ścianie rodzinnego domu. Oczywiście podpowiedziałem jak można łatwo i ze smakiem dla tego typu fotografii przygotować oprawę.

Było na prawdę superancko. Zapraszamy innych do wizyty w naszym atelier.

/zdj z backstage: Andrzej i Maria Zykubek/

 

Kolodion w Noc Muzeów – Warszawa – Sinfonia Varsovia

•18 Maj 2016 • 1 komentarz

Podobnie jak rok temu i tym razem wziąłem ze swoim Retro Atelier udział w warszawskiej Nocy Muzeów. Tym razem gościliśmy w Sinfonia Varsovia.

Pracę z kolodionem rozpoczęliśmy już w dzień, bo około 13:00.

10

11

07

09

12

Im dalej w wieczór i noc, tym ciekawiej się robiło:

03

04

17

16

01

Przy okazji robienia zdjęć, opowiadałem publiczności o procesie, odpowiadałem na pytania, jak przeprowadzać proces, jak go zepsuć itp. Wykonaliśmy też kilka zdjęć osobom z widowni. Oczywiście, przeprowadzając je przez całość procesu zdjęciowego, od polania kolodionu na szkło po werniksowanie. Niezmiennie podoba mi się, gdy ludzie wzdychają w momencie pojawiania się obrazu na płycie w trakcie wywoływania i potem gdy po raz drugi wzdychają gdy utrwalacz zżera nienaświetlone halogenki srebra, odsłaniając pozytywowy obraz.

zdj. Greg Ostrowski i Roman Lipiński

 

 

7 maja – World Wet Plate Day

•7 Maj 2016 • Dodaj komentarz

Jak co roku na początku maja i w tym odbywał się Światowy Dzień Mokrej Płyty. Jest to dzień, który z założenia ma uczcić pracę artystów, którzy mimo upływu lat wciąż posługują się tą niełatwą techniką. Oczywiście, po raz kolejny wziąłem wraz z Retro Atelier udział w wydarzeniu i opublikowaliśmy na stronie projektu naszą pracę.

sm_MG_9572

Zdjęcie powstało w dziennym atelier. Wkrótce na stronie Retro Atelier, będzie można zobaczyć pełny rozmiar zdjęcia wraz z dopisana historyjką.

Retro Atelier – Otwarcie sezonu 1879

•25 Kwiecień 2016 • Dodaj komentarz

Tak na prawdę to sezonu 2016, ale jakoś nie mogłem się powstrzymać by nie cofnąć się w czasie o ponad 100 lat🙂 Anyway, 24 kwietnia otworzyliśmy tegoroczny sezon w atelier. Pogoda była pochmurna, ale dzięki temu światło było miękkie i wspaniale spływało po cieniach postaci, które uwiecznialiśmy, naświetlając nimi halogenki srebra zawieszone w emulsji kolodionowej.🙂 A osób na pierwszy rzut było 4.

A teraz trochę zdjęć z pracy:

5a

3a

7a

4a

Wkrótce te i więcej nowych zdjęć na stronie atelier i na fanpage’u FB.

Zdjęcia z backstage: Hanna Makowska.

Przeszłości Szepty Niezwykłe – Radio Rzeszów

•15 Kwiecień 2016 • Dodaj komentarz

Jak już wcześniej pisałem, pod koniec marca, w Krośnie odbył się wernisaż wystawy mojego projektu „Przeszłości Szepty Niezwykłe”. Pisałem wówczas mimochodem, że była obecna tam Pani z Radio Rzeszów. Oto co zarejestrowała.

smDSCF2790