Architektura gotycka, czyli diabeł tkwi w szczegółach

Gotyk narodził się około 1140 roku we Francji. Początkowo styl ów ograniczał się do architektury sakralnej, jednakże z biegiem czasu wkraczał coraz głębiej w sferę kultury świeckiej i prywatnej. Początkowo styl ograniczał się do regionu w którym powstał, jednakże dość szybko rozprzestrzenił się na terenie całej Francji a później Europy. Gdy pierwszy raz zobaczyłem zdjęcia monumentalnych wysokich i finezyjnych budowli gotyckich postanowiłem, że pewnego dnia udam się do kolebki gotyku i na własne oczy zobaczę te cuda architektury, te sklepienia, kolumny, witraże i maswerki.

Nastał nagle ten dzień, przypadkiem zupełnym, gdy spakowawszy aparat, statyw, kilka innych akcesoriów i pojechałem do Francji, by stawić czoło mojemu wyobrażeniu o wielkości architektury gotyckiej. Jako, że nigdy wcześniej nie miałem porównania ani punktu odniesienia dla owych budowli, nigdy nie widziałem na żywo obiektów które przyszło mi oglądać w ojczyźnie gotyku, pierwsze zderzenie z rzeczywistością nastąpiło niemal natychmiast po przybyciu na miejsce, gdy wychodząc ze stacji metra ujrzałem katedrę, stojącą sobie jakby nigdy nic, od wieków w tym samym miejscu. Pomyślałem sobie, „Nie, to niemożliwe, jakże to? Przecież to czystej postaci gotyk, zdobiony maswerkami, kwiatonami, z rzeźbami scen biblijnych nad portalami, i stoi sobie tak beztrosko śród nowoczesnych budynków? A jednak, ku mojej radości tak właśnie sobie stała ta katedra, zapraszając mnie do środka. Wchodząc przez wielkie drzwi, rzuciłem wzrokiem na zdobienia portalu, kute zawiasy, zamek, klamkę i kamienne obróbki, bez których portal byłby zwykłym wejściem do świątyni. Przechodząc przez kamienny próg, na którym czas i tysiące stóp przezeń przechodzących odcisnęły piętno, poczułem chłodny powiew i zapach świec, których setki pobłyskiwało słabymi płomykami w bocznych nawach i kaplicach. Gdy stanąłem już za progiem doznałem nagłego przeniesienia w czasie, przed oczyma stanął mi obraz z czasów pomiędzy XII a XV stuleciem gdy budowano tę świątynię. W wyobraźni widziałem jak kamieniarze ciosają bloki kamienia na kolumny, jak za pomocą szablonu wykutego w posadzce ciosane są fragmenty żeber, które przez kolejne setki lat będą podtrzymywać sklepienia, jak stolarze docinają bele na konstrukcję spadzistego dachu, do dziś pokrytego dachówką typową dla tamtego okresu. Gdy obrazy powoli zaczęły się rozmywać a ja wracać do „żywych” postanowiłem zrobić kilka zdjęć, które były próbą pokazania uroku tej jak niektórzy sądzą surowej architektury.

Kutna Hora, Katedra Św. Barbary

Formy jakie przybierały sakralne budowle gotyckie to bazylika z lub bez systemu przyporowego, kościół halowy, kościół salowy oraz budowla centralna. Charakterystyczną cechą formy bazyliki oprócz posiadania minimum trzech naw, była podwyższona nawa główna która dzięki temu mogła być oświetlona dodatkowym rzędem okien. Podwyższenie nawy głównej zazwyczaj powodowało konieczność podtrzymywania jej rozbudowanym systemem łuków przyporowych, które dla mnie były jednym z najlepszych* ówczesnych rozwiązań technicznych. Mimo iż budowniczowie średniowieczni nie posługiwali się obliczeniami wytrzymałościowymi, a jedynie wiara w to iż budowle które wznoszą nie zawalą się powodowała iż budowali je coraz wyższe, stworzyli system łuków przyporowych, który genialnie wyręczył wręcz ażurowe ściany w przenoszeniu obciążeń, które poprzez żebra sklepień i filary (krzyżowy, wiązkowy, spiralny, okrągły bądź ośmioboczny) spływały do przypór, a poprzez nie do fundamentów, chroniąc konstrukcje przed zawaleniem.

Zamek Krzyżacki w Malborku, Pałac Wielkich Mistrzów

Można zapytać czy system przyporowy stworzyli przypadkiem? Inną charakterystyczną formą jest kościół halowy, który musiał być budowlą co najmniej dwu nawową, o takiej samej lub zbliżonej wysokości. W rzeczywistości kościół halowy bywał budowlą najczęściej trójnawową, z których nawa środkowa jest oświetlana oknami naw bocznych. Gdy środkowa nawa jest podwyższona kościół nazywamy pseudo halowym. Z uwagi że nawy wspierają się wzajemnie, nie istnieje potrzeba stosowania systemu przyporowego. Budowla centralna to w przeciwieństwie do bazyliki i kościołów halowych budowla nieuporządkowana w osi podłużnej. Uporządkowana jest ona względem osi pionowej, która znajduje się w środku budowli. Budowle centralne są zazwyczaj okrągłe lub wieloboczne (od sześcioboku do figur z większą ilością boków). Będąc w gotyckich budowlach moim szczególnym zainteresowaniem cieszyły się sklepienia, które dzięki żebrowej konstrukcji, pomijając fakt przydatności inżynierskiej, wyglądały niezwykle imponująco, a ich geometria powodowała u mnie nasycenie zmysłów, zaspokojenie moich pragnień ładu, uporządkowania, finezji i kwintesencji piękna w architekturze. Zazwyczaj pierwsze zderzenie ze sklepieniem jako formą inżynierską powoduje niedowierzanie i myśli, które ogólnie można opisać: „niemożliwe aby te żeberka utrzymały cały ten dach”. A jednak. Żebra były razem z łukami przyporowymi systemem naczyń połączonych. Oczywiście mogły istnieć oddzielnie, lecz ich współpraca to arcydzieło ówczesnych architektów. Czasami sklepienia zamiast funkcji nośnej spełniały jedynie rolę dekoracji, niemniej dużo częściej były formą odpowiadającą za przenoszenie obciążeń. Sklepienia za względu na formę można podzielić na krzyżowo żebrowe, gwiaździste i sieciowe. Rzeczą oczywistą jest że gapiąc się na sklepienia jak ciele na malowane wrota zauważyłem kamieniarskie mistrzostwo, czyli maswerki, które początkowo były używane tylko do wypełnienia wielkich okien (m.in. rozet), a z biegiem czasu również do ozdabiania ścian, wimperg, portali itp. Podstawowymi wzorami, które powielano w maswerkach były liście (trójliście, czteroliście, wieloliście) oraz rybi pęcherz który się pojawił dopiero w gotyku płomienistym. Moją uwagę przykuwały też detale, których na pierwszy rzut oka nie widać i niejeden dzisiejszy turysta nie widzi, bo spieszy się zobaczyć paradoksalnie jak najwięcej.

Detale to dla mnie kwintesencja piękna i uroku architektury, bez nich forma architektoniczna jest tylko formą inżynierską, nie ma w niej życia, jest formą martwą, zimną i bezduszną. Bez detali, architektura nie jest sztuką, jest budynkiem, bramą, schodami. Bez detali nie ma opowieści, jest tylko nic. Każda gotycka budowla ma nam coś ciekawego do powiedzenia. Będąc w Reims w katedrze Notre Dame, gdzie spędziłem 6 godzin spacerując nawami i wpatrując się w sceny utrwalone na rozetach, słuchałem opowieści o 26 królach Francji koronowanych w tej świątyni, która została zbudowana właśnie specjalnie na potrzeby koronacyjne. Ciekawostką tejże katedry jest człowiek którego nazwałem „Dzwonnik z Notre Dame”, mężczyzna o szpetnych dość rysach twarzy, który pełnił rolę woźnego jak mniemam, gdyż z gracją z mopem po kamiennych posadzkach tańczył niczym prima balerina, nierzadko specjalnie w kadr fotografującym turystom się ustawiając, tak by nie mogli zrobić zdjęcia bez niego. Koło mnie też kilkakrotnie zatańczył ów człowiek, jednakże ponieważ moje obiektywy skierowane były w górę w stronę wykwintnych żeber i zworników (zamków), nierzadko zdobionych w różne motywy, przeważnie roślinne lub herbowe, nie był on w stanie przeszkodzić mi w fotografowaniu, co zrozumiawszy skwitował szyderczym uśmiechem i jakimś francuskim słowem, którego z racji mojej francuskojęzycznej niemocy znaczenia nie zrozumiałem. Nie sądzę jednak, by jego słowo były czymś w rodzaju uprzejmości. Niemniej dzięki niemu, jego rysach twarzy, zachowaniu, moja wyobraźnia szybciej ukazała wizje, które opowiadały o średniowiecznym życiu mieszkańców Reims i katedry Notre Dame. W Lyonie w kościele St. Nizier gdzie oprócz dość brzydkiego romańskiego portalu panował gotyk płomienisty natknąłem się na mszę podczas której odbywał się ślub. Tym razem zamiast wyobrażonych scen dawnych myślałem: Jaka szkoda że ja już po tej ceremonii, wszakże bardzo chciałbym właśnie w takim wielkim strzelistym kościele mówić to sakramentalne słowo. Oddałbym wiele by móc mieć taki ślub, niestety, musztarda po obiedzie. W malutkim gotyckim kościele St. Bonaventure, (również w Lyonie) który stojąc po środku ruchliwej ulicy po której przejeżdża codziennie setka samochodów i trolejbusów, wydawać by się mogło nie ma nic ciekawego do opowiedzenia, uwagę moją zwróciła chrzcielnica, wykuta z marmuru, na którą z witraża po prawej stronie sączyły się smugi kolorowego światła. Półmrok, zapach świec i cisza która wydaje się być tak przeogromna że aż ją słychać, uwolniły wodze fantazji i wyświetliły mi przed oczyma seans chrzcin średniowiecznych możnych.

Powróciłem z Francji, uszczęśliwiony. Widziałem kolebkę fantastycznego stylu, który panując w „mrocznych wiekach” kierował się dewizą przez światłość do Boga, co uwidaczniało się w każdej budowli sakralnej tego okresu, gdzie nie bez znaczenia miało geometryczne ustawienie świątyń względem ruchów słońca. Portale główne były od strony zachodniej, dzięki czemu rozeta nad portalem rozświetlała wnętrze kolorowymi malowidłami.

Przypadkiem nieco później znalazłem się w Pradze, która przywitała mnie paskudną pogodą niemniej niedogodności klimatyczne szybko z nawiązką zrekompensowała katedra św. Wita, a w szczególności zewnętrzne detale nad portalami oraz rzygacze. Nie od dziś zwracanie treści pokarmowych kojarzy się z chorobą lub czymś negatywnym, dlatego też formę rzygaczy (kamienne wyloty rynien deszczowych) przybierały zazwyczaj maszkarony, postacie diabelskie, dzikie zwierzęta lub czarownice, czyli wszystko to czego ówcześni się obawiali, lub nie byli w stanie zrozumieć. Jak wiemy średniowiecze było czasem pełnym zabobonów, „czarnej” magii, rzucania klątw itp., stąd pewnie próba ukazania pewnych rzeczy poprzez negatywny pryzmat rzygacza.

Zarzucić mi ktoś może, iż cudze chwalę a swego nie znam. Niestety w Polsce w przeważnej większości gotyckie budowle zostały przebudowane w okresach późniejszych na renesansowe i barokowe lub zniszczone przez Szwedów w czasach potopu, nad czym ubolewam dogłębnie. Wyjątki są nieliczne, ale na szczęście są. Między innymi Zamek w Malborku – największa twierdza średniowiecznej Europy, główna siedziba Wielkiego Mistrza Zakonu Krzyżackiego i arcydzieło architektów średniowiecznych, Zamki w Nidzicy, Lidzbarku Warmińskim, czy Kwidzynie, gotycka część Wawelu, Kościół Mariacki w Krakowie, Kaplica Trójcy Świętej na lubelskim Zamku, która wprawdzie ma renesansową attykę jednakże wnętrze zachowano w oryginalnym stylu nawet z bizantyjskimi freskami, których fundatorem był sam Władysław Jagiełło, ten sam który rozgromił potęgę krzyżacką pod Grunwaldem 15 lipca 1410 roku, co miało znaczący wpływ na stosunki polityczne w ówczesnej Europie. Jeśli chcemy pomóc wyobraźni załóżmy na uszy słuchawki i włączmy sobie chorały lub muzykę średniowieczną, co obudzi wyobraźnię, która pozwoli nam wysłuchać echa dawnych wieków, wyłączyć się z rzeczywistości i poczekać aż kościół zacznie nam opowiadać swoją historię, historię która na pewno jeśli wsłuchamy się w nią dokładnie zabierze nasz w wieki średnie, pozwoli zobaczyć jak to wszystko się zaczęło, jak przez setki lat budowano jedną tylko budowlę, która kolejne setki lat stoi na swoim miejscu, setki lat które dla dzisiejszych budynków ze stali i szkła jest jak sądzę barierą nie do przebrnięcia. Diabeł tkwi w szczegółach dlatego nie rzadko warto zatrzymać się na dłużej i poświęcić kilka chwil na poznanie detali, szczegółów i finezyjnych wykończeń, które tak naprawdę są esencją architektury, tym co tygrysy lubią najbardziej

Advertisements

~ - autor: czarnobialykwadrat! w dniu 8 sierpnia 2010.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: